Szybki wypad #3 – Singletrek pod Smrkiem

Korzystając ze słonecznej niedzieli kończącej majowy weekend, śmigam na Singla Pod Smrekiem. Na trasach w okolicach Świeradowa ląduję po raz czwarty, ale to pierwszy raz kiedy zabieram własny rower. Dotychczas korzystałem z usług Trek Centrum „U Kyselky”. Jak widać, dobre testy zachęcają do marki 😀

U kyselky

Kupić tu można wszystko, od batonów i żeli, po Kofolę i naleśniki. Od tych ostatnich zaczynam dzień, ładując węgle na najbliższe kilometry.

JAK JEŹDZIĆ?

Start z południowej strony ścieżek pozwala na najmocniejsze skondensowanie wrażeń – po tej stronie Novego Mesta poruszamy się jedynie po trasach czerwonych i czarnych. Północna pętla również warta jest odwiedzin, jednak znacznie wydłuża czas wypadu. W zamian za to oferuje ładne parę kilometrów umiarkowanie trudnych ścieżek, z paroma wartymi uwagi smaczkami – również warto tam zawinąć.

Papierowa mapa to Twój przyjaciel

Z wypożyczalni zgarniam papierową wersję mapy szlaków, zdecydowanie ułatwiającą nawigację wśród jednokierunkowych singli. Do wyboru mamy singla Novomestska Strana, lub podjazd drogą, prowadzący nas w stronę Hejnic i wyższych traili. Wybór jest prosty, choć w praktyce wiele nie zmienia – po 3 km lasu i tak lądujemy na asfalcie, który musimy pokonać, jeśli chcemy skorzystać z najciekawszych tras.

Dobra nazwa szlaku to podstawa!

Podjazdowa sekcja o wdzięcznej nazwie Asfaltowa Agonia to przyjemnie rozgrzewające 9% nachylenia. W planowanym wariancie można ją pokonać od razu, lub dopiero po odwiedzeniu ścieżek po stronie polskiej. Jak później się okazuje, zdecydowanie lepiej jest się z tym wstrzymać, ja głęboko nieświadomy, atakuję ścianę na początku.
Drogę w stronę Hubertki (schronisko przy ścieżkach), można pokonać właściwie w całości asfaltem. Jako że nie po to tam przyjechałem, na szczycie podjazdu odbijam na czarny szlak. Głodny wrażeń rodem z Walesa, nieco się zawodzę. Ścieżka jest dość prosta, a jedyna trudność to brak band na żwirowych zakrętach.
Ścieżka kończy się przy omawianej już drodze, jednak kolejny raz odbijam w bok, tym razem również w czarny szlak. Tu zaczyna się robić nieco ciekawiej, trasa jest niestety dość krótka i kończy się deptaniem pod górę szutrem.
Po kilkuset metrach asfaltu warto skręcić w czerwony szlak w kierunku Hubertki. Zdecydowanie szybszy niż poprzednicy pozwala trochę poskakać, czym nadrabia brak przeszkód terenowych, także do schroniska dojeżdżam z uśmiechem na twarzy 😀
Na miejscu dziki tłum, zapach pieczonych kiełbas kusi niebezpiecznie – czuć że warto się tu zatrzymać na mały popas. Ja zamiast kiełby z kofolą wybieram baton z plecaka i jadę dalej w kierunku Hejnic.

Na czarnym szlaku przejeżdżam przez jeden z bardziej charakterystycznych landszaftów Smreka. Nie licząc fotogenicznego kamienia ścieżka jest po prostu przyjemna, jednak momentami wydaje się być nie do końca przemyślana. Bo jak inaczej nazwać płaski drewniany mostek skręcający pod kątem 90 stopni na zjeździe? W deszczu musi być tam wesoło.
Tuż przed nawrotem wpadamy na polankę z widokiem na Hejnice i Lazne Libverda, z której proponuję zawrócić. Krótka kilometrowa pętelka którą kończymy w miejscu startu jest nudna jak flaki z olejem, szkoda czasu i energii. Prąd w nogach się przyda, gdyż de facto do samej Hubertki wracamy pod górę. Niestety elementów singlowych jest trochę za mało, metry w pionie po leśnych duktach idą powoli.

Czerwony szlak w kierunku Lazne Libverda to chyba mój faworyt jeśli o Smreka chodzi. Ukształtowanie ścieżki sprzyja w większości miejsc utrzymaniu flow. Sporo ciasnych skrętów to źródło kawałka dobrej zabawy. Niestety, analogicznie jak przy poprzedniku, mamy układ zjazd – podjazd. Ciekawie dzieje się, kiedy ni stąd ni z owąd natykamy się na bramkę na szlaku, od której odchodzi elektryczny pastuch. Po chwili okazuje się, że ten egzotyczny układ stoi na straży stadka krów, które radośnie pasą się na łące przez którą prowadzi szlak.

Fajnym fragmentem jest również końcówka czerwonego, tuż przed Trek Centrum. Na początku trzeba nieco podjechać ponad asfalt, jednak rekompensuje to zjazd. Solidny kawałek prostego szlaku z fajnym flow góra – dół to świetne zakończenie pętli. Póki co, po krótkiej przerwie, wracam na siodełko i powtarzam poranną ścieżkę.
Tym razem, po zakończeniu Novomestskiej Strany odbijam w stronę granicy, by czerwonym szlakiem wrócić do kraju. Tam odbijam na czarny szlak, Czerniawską Kopę, którą planowałem zakończyć dzień. Byłem dość osamotniony w tej koncepcji, gdyż przez cały szlak minęły mnie 2 osoby. Zrozumiałem dlaczego po przejechaniu całości. Otóż jest to zdecydowanie najnudniejszy szlak z przejechanych. Nie dzieje się tam absolutnie nic, trudność leży chyba jedynie w długości podjazdu.

Jak widać, na podjeździe Czerniawską Kopą miałem duużo czasu 😀

Słabość czarnego szlaku dodatkowo podkreśla fun jaki daje czerwona ścieżka, na którą wpadamy pod koniec Kopy. Rower nagle przyśpiesza, drzewa są jakby bliżej, pojawiają się hopy i zakręty – to kolejny z ciekawych fragmentów wartych odwiedzenia.
Zdecydowanie należy jednak zaznajomić się ze szlakami przed zaplanowaniem trasy. W całej swojej sklerozie zapomniałem, że początkowy czerwony od parkingu nie jest dwukierunkowy, choć zdaje się to wynikać z mapy. Karą za brak ogarnięcia jest powtórna wspinaczka Asfaltową Agonią. Za drugim razem bolało zdecydowanie bardziej 😉 Wypad kończę domykając pętlę kolejnym zjazdem czerwonym do parkingu, nieco zniszczony powtórką podjazdu, ale zadowolony 😀

CZEMU WARTO?

Czy Smrek jest dla każdego? Tak, jest to chyba jego największa zaleta, można wyskoczyć tu z absolutnie każdym, również absolutnie „z zewnątrz”. Wypożyczyć mu za całkiem uczciwą kasę sprzęt – w Treku cennik kończy się na 120zł za cały dzień z kompletnym ubezpieczeniem sprzętu. W Centrum Ścieżek była/jest też wypożyczalnia Authora, jednak nie wiem jak to tam dokładnie wygląda. Żeby nie zniechęcić adepta MTB, przerwę zamiast w lesie przy batonie możecie zrobić w Centrum Ścieżek, leżąc nad jeziorkiem i opychając się smażonym serem.
Nie tylko organizacyjnie miejsce jest mega przystępne. Trasy wybudowane zgodnie z filozofią IMBA pozwalają na kontrolę nad sytuacją nawet jeżeli pierwszy raz siedzisz na góralu. Z drugiej strony w przeważającej części są skonstruowane w sposób, który pozwala na podkręcenie tempa. Dzięki temu trudność przejazdu zależy w głównej mierze od tego jak szybko jedziemy, więc dla każdego coś dobrego.
Większość tras poprowadzona jest na tyle zmyślnie, że nie traci bezsensownie wysokości, by zaraz ją boleśnie odzyskiwać. Poza nielicznymi wyjątkami nawet podjazdy są poprowadzone tak, że nie czuć walki z grawitacją. Takie warunki to niemalże esencja MTB oddzielona od wszystkich spraw które sprawiają, że momentami ma się ochotę rzucić rower w kąt.

CO DO POPRAWY?

Jak mawiał klasyk, nie ma róży bez ognia, czas więc na parę rzeczy, które warto nieco dopracować. Pierwsza sprawa, to fakt, że ośrodek padł ofiarą własnej popularności. O tym, że warto tam jechać wiedzą najprawdopodobniej wszyscy zainteresowani w promieniu setek kilometrów. To w połączeniu z tym, że mówimy o sieci leśnych ścieżek, sprawia że problem jest dość mocno odczuwalny w trakcie jazdy.
Kolejnym problemem w kwestii towarzystwa odwiedzającego Smreka jest potężny rozstrzał umiejętności. W połączeniu z brakiem realnych trudności na szlakach czarnych i czerwonych, oraz brakiem wielkiego wyboru prostych tras, stanowi to tykającą bombę. Co gorsza, bomba ta najczęściej występuje w grupkach, nie nosi kasku i nie słyszy co się za nią dzieje. Niejednokrotnie mimo najszczerszych chęci i krzyczenia o miejsce w każdym znanym mi narzeczu, sytuacja kończyła się na toczeniu 5 km/h za panią na trekkingu, która nic nie robiła sobie z mojej obecności. Problem jest o tyle poważny, że mówię tu trasach czarnych i czerwonych, gdzie prędkości są już nieco wyższe.
Na koniec trochę narzekania na same trasy, konkretnie na ilość ślepych zakrętów. O ile na Rychlebach jest ich jak na lekarstwo, to tu naliczyłem ich naprawdę mnóstwo. Co gorsza, za sporą częścią z nich, czeka na rowerzystę niespodzianka. A to nagłe odbicie, a to drzewo, a to hopka. W Cernej Wodzie praktycznie każdy zakręt można było przejechać na ślepo, mimo tego że ogólny poziom trudności był zdecydowanie wyższy. Tu mimo że jeździ się praktycznie po utwardzonych duktach, nieprzemyślane poprowadzenie linii potrafi niebezpiecznie zaskoczyć.

Podsumowując – Smrek nie zawodzi. Nie jest to miejscówka na harde Enduro, ale ma inne zalety. Miejsce pozwala poczuć piknikową stronę MTB, taką z kofolą, smażonym serem i moczeniem nóg w jeziorze. Taki chill to nie tylko świetna okazja do wciągnięcia kogoś w 2 kółka, ale też szansa na kupę bezstresowej zabawy dla każdego bardziej z tematem związanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *