Szybki wypad #1 – Karkonosze

Witamy w Karkonoszach

Temperatura to przyjemne 25 stopni, czyste niebo, do tego skóra na rękach brutalnie obudzona po zimowym letargu robi się coraz bardziej czerwona, a na horyzoncie widać ośnieżone góry. To Alpy? Nie, witamy w Karkonoszach 🙂

Korzystając z gościnności rodziny Nat, bazę montujemy w Piechowicach, miasteczku parę kilometrów od Jeleniej Góry. Na szybki, weekendowy wypad idealne miejsce – góry wokół, zero miejskich kilometrów na dojazdy. Nic tylko kręcić.

Kierunek Karpacz

Weekend zaczynamy pętlą w kierunku Karpacza. Wystarczyło parę kilometrów, by Karkonosze pokazały swoje śnieżne oblicze – w Śnieżnych Kotłach śnieg potrafi przeleżeć do lata!

Kolejne kilometry aż do ronda w Miłkowie upływają w błogiej, wiosenno-letniej atmosferze, przerywanej pojedynczymi samochodami – mimo zbliżającej się 10, wydaje się nam, że wszyscy jeszcze śpią.

Karkonosze w pigułce – góry i „góralski” styl rodem z lat 90.

Sytuacja zmienia się, gdy lądujemy na drodze prowadzącej do Karpacza. Samochody turystów spieszących zaznać uroków Karkonoskiego kurortu mijają nas co chwilę. Podjazd z początku jest raczej niezauważalny, jednak im bliżej centrum, tym wyżej ląduje łańcuch na kasecie.

Tunel w centrum omijamy deptakiem, by nie psuć urlopu kierowcom za nami. Później ruch maleje, by po skierowaniu się Karpacz Górny zaniknąć prawie w ogóle.

W tle Karpacz level hard – hotel Gołębiewski

Pustawa droga pnie się kolejne metry do góry, odsłaniając coraz ładniejsze widoki na kotlinę (Gołębiewskiego przemilczę 😉 ). Kilka klimatycznych nawrotów pozwala poczuć się jak w konkretniejszych górach.

Dość prosty i szybki zjazd na stronę zachodnią teleportuje nas na początek podjazdu w kierunku Borowic. Szosa jest przeciętna, ale bez problemu pozwala na odrobinę szaleństwa w dół. Alternatywną drogę w kierunku zbiornika w Sosnówce zostawiamy na inną okazję.

Może nocleg w Leniuszku? 🙂

Omijamy również podjazd drogą Sudecką (początek przełęczy Karkonoskiej). Zamiast tego, podążamy za wytartymi oznaczeniami na asfalcie – pozostałościami po Górskich Szosowych MP, i zjeżdżamy w kierunku Podgórzyna. Strzałki okazują się przydatne, gdy ostrzegają przed beznadziejnie oznaczonym nawrotem wokół skały. Przestrzelenie go skończyłoby się na betonowych barierkach pamiętających poprzedni ustrój, lub kilka metrów niżej.

Z Podgórzyna mijając górujący nad okolicą zamek Chojnik, wracamy do Piechowic.

Krótka widokowa pętelka

Kierując się z Piechowic w drugą stronę, robimy krótszą pętlę przez górskie wioski. Niepozorna trasa okazuje się zdecydowanie bardziej widowiskowa niż poprzedniczka, dzięki czemu nie możemy oderwać rąk od telefonów i strzelamy fotki na lewo i prawo.

Podjazd przez Piastów przyjemny kawałek znośnego asfaltu o nachyleniu które nikogo nie powinno zaskoczyć. Z każdym metrem w górę, wioska z doliny zmienia się las, łąki i pola na szczycie.

Wiosna w pełni!

Drogą wśród drzew jedziemy na Kopaniec, gdzie nawracamy do
Kromnowa. Następnie po krótkiej hopce kontynuujemy zjazd aż do Wojcieszyc.

Widoki z Kromnowa – czad!

Następny, krótki odcinek do Cieplic rozgrzewa spusty migawek do czerwoności. Pusta droga wśród pól jadąca prosto w stronę ośnieżonych gór. Bomba! Takie kilometry mogłyby się nie kończyć.

Pętelka ta była do bólu prosta, jednak widoki połączone ze świetną wiosenną pogodą naładowały nam akumulatory na ładne parę dni 🙂

Gdzie bywać, co oglądać, czego słuchać?

Nasze traski to wycinek z tego co oferują Karkonosze po naszej stronie granicy. Co warto w takim razie sprawdzić? Lista jest oparta o własne doświadczenia, z pewnością nadaje się do rozszerzenia o kolejne punkty.

– Przełęcz Okraj

Solidny kawałek pod górę. Atakowany od Kamiennej Góry to praktycznie 20km podjazdu z kilkoma patelniami czekającymi na głodnych adrenaliny na zjeździe. Z minusów, od Rozdroża Kowarskiego droga jest często użytkowana przez służby leśne, także ilość syfu na drodze potrafi zaskoczyć szukających przyczepności na zakrętach. Mnogość dróg dojazdowych pozwala wykorzystać potencjał góry na wiele sposobów.

– Przełęcz Karkonoska

Za Altimetrem, to najtrudniejszy podjazd w Polsce. Końcówki za Drogą Sudecką nie jechałem, jednak wieść gminna niesie, że do konkretnego nachylenia dochodzi beznadziejna nawierzchnia, nieszczególnie współpracująca z szosą. Mimo to warto zapuścić się choćby do końca asfaltu, jest co deptać. Zjeżdżając w stronę Przesieki polecam odbić na alternatywny zjazd przez Zachełmie – dodatkowe nawroty za świetnym asfaltem czekają żeby je przejechać. Alternatywnie można skorzystać z uprzejmości naszych południowych sąsiadów i wjechać od strony Szpindlerowego Młyna asfaltem.

Niepozorny podjazd pozwalający ominąć Jelenią Górę i Piechowice, serwując przy tym kawałek przewyższeń. Minimalny ruch (sporadyczne autobusy) i znośny asfalt, z kiepskim fragmentem na szczycie pozwala się wyszaleć. Dodatkowym atutem jest epicki tunelik wykuty w skale po stronie Piechowic, prawdopodobnie najbardziej fotogeniczne miejsce w okolicy.

Omijamy nieciekawy i ruchliwy asfalt krajówki, by na wylocie z Piechowic skręcić w prawo w ulicę Piastowską, gdzie lądujemy na konkretnym podjeździe . Po pokonaniu sporego nachylenia można odbić w stronę Zakrętu Śmierci (kolejny hit wszystkich instagramowiczów), lub zjechać do Szklarskiej.

Ostatnim wartym sprawdzenia tematem jest atak na Jakuszyce – podjazd krajówką kończy się na wysokości Polany. Dla chętnych pozostaje jeszcze kawałek prostego jak struna zjazdu do granicy. Niestety główna droga oznacza większy ruch (szczególnie zimą – biegacze cisną na Polanę), jednak ten odcinek warty jest przejechania – niejeden zakręt prowadzony świetnym asfaltem Oczywiście w miasteczku podjazdów wszelakiej maści jest niemało, wystarczy odbić z głównej drogi by znaleźć jakąś perełkę schowaną pomiędzy domami.

Powyższe podjazdy przejechałem jakiś czas temu, także szczegóły mogły się lekko rozmyć –  track na stravie.

Sam zbiornik to nic ciekawego, brakuje choćby kawałka drogi/deptaka/chodnika/czegokolwiek na koronie wałów. Niewątpliwą zaletą jest za to widok w kierunku gór – z klepiska w północnej części rozpościera się niezakłócona panorama na Karkonosze, rekompensując brak kulturalnych warunków.

Jeżeli podobają Ci się Krupówki w szczycie sezonu, a w Szczyrku czujesz się jak w domu, to miejsce dla Ciebie. Bułgarskie Złote piaski przeniesione w Polskie góry. Hotele ze spa przekładane polską szkołą reklamy, punktami wymiany butli gazowych i zaniedbanymi domami.

Mimo to, zupełnie szczerze polecam zahaczyć o tę kolebkę okolicznego kapitalizmu. Umiarkowanie trudny podjazd, zakończony świetnymi nawrotami w dalszej części pozwala odwrócić wzrok od uroków miasta w stronę widoków. Dodatkowym atutem jest mega przyzwoite żarełko za rozsądne pieniądze – U Petiego (Przynajmniej takie było 2 lata temu 🙂 )

Podjazd zdecydowanie z tych łatwiejszych, w dodatku z niewielkim ruchem i dość przyzwoitym asfaltem. Warto mieć go pod ręką, jeśli najdzie nas ochota na wyskok na zachód, lub krótką pętlę po okolicy. Bonusem jest świetny widok na góry z Kromnowa.

Na koniec

Maciek z HopCycling opisał Karkonosze:

Ogromne, sypiące się domy z beżowym dymem u góry, poprzedzielane dworkami oraz nowoczesnymi kurortami ze SPA.

Jak widać, ciężko się z nim nie zgodzić. Przykre jest to, że obok rozpadających się ośrodków sprzed kilkudziesięciu lat, stawiane są nowe hotele niestety najczęściej projektowane przez przedszkolaki na konkurs „Narysuj drogi hotel”.

Z drugiej strony kilometry całkiem przyzwoitych asfaltów prowadzące nierzadko do kilkunastu domów pozwalają uciec od tego klimatu, zdecydowanie poprawiając odbiór okolicy.

Jaki z tego wniosek? Chyba żaden, poza tym, że każdy musi przekonać się na własnej skórze jak wyglądają Karkonosze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *